środa, 23 maja 2012

Elo!

Widzę, że nikt nie tęskni, więc tylko daję znać, że żyję i jestem w połowie rozdziału, bo nie mam weny i stoję w martwym punkcie. Już chciałabym być o wiele wiele wiele dalej, bo mam jeszcze w planie tyle do napisania, że mi 100 rozdziałów może nie starczyć... a Justin pojawi się za około 10 ale nie jestem pewna jak mi to wyjdzie. I gdyby co to postanowiłam, że choćby nie wiem co się stało nie zawieszę bloga ani go nie usunę. Wkurza mnie to u niektórych osób. Zaczynają, a potem nagle znikają. J będę zawsze się tu pojawiać.

czwartek, 12 kwietnia 2012

Rozdział 12: Masz prawo jazdy na konia?

Po wyjściu przyjaciółki chwilę leżałam na łóżku. Jednak nie chciałam już myśleć nad tym co się stało. Chciałam zapomnieć. O czym? O wszystkim.
„To nie tak miało wyglądać! Prawie-gwałt, kłótnia z najlepszą kumpelą i kumplem. Potem ta cała afera z Michałem, a na dobitkę moja ostatnia bliska dusza wyjeżdża na całe wakacje. Po prostu świetna passa. Mam nadzieję, że to szybko minie, bo nie mam już siły znosić tych ciągłych upadków. Boję się, że po następnym, choćby lekkim ciosie już nie wstanę. Już nic mi nie pomoże. Już na zawszę pozostanę w dziurze pełnej goryczy porażki. A najlepsze, że to ja sama wykopałam sobie ten dół i nie mam prawa winić nikogo za moje rozterki. Jak można być tak... tak… nawet nie wiem jak mam siebie określić. Chyba najlepiej by było uwolnić świat od takiej osoby jak ja.”
Moje myśli coraz bardziej mnie przerażały. Musiałam zacząć coś robić. Cokolwiek. Wzięłam się więc za gruntowne porządki. Wycieranie kurzów, odkurzanie, układanie w szefie ciuchów, a nawet małe przemeblowanie nie wiele pomogło. Wciąż myślałam o rychłej przyszłości, którą wyobrażałam sobie w samych ciemnych barwach. Poszłam wziąć prysznic, aby choć trochę zmyć tą całą ciemność będącą wokół mnie. Dopiero wtedy trochę mi przeszło. Zaczęłam myśleć nieco pozytywniej. Spojrzałam na zegarek. Było około 18. Ubrałam jakieś ubranie zeszłam na dół, żeby zrobić sobie herbaty i wróciłam do góry z planem wejścia na laptopa i ogarnięcia co się dzieje w świecie. Chciałam również zgrać zdjęcia z aparatu, ale przypomniałam sobie, że dałam je Lenie. Nieco mnie to zasmuciło, bo wiedziałam, że nie prędko dostanę je z powrotem. Zaczęłam zastanawiać się, jak mam je odzyskać, ale coś mnie oderwało od myślenia. Nie byłam pewna, więc zaczęłam uważniej nasłuchiwać. Głos się jednak powtórzył. Ktoś wołał moje imię. Brzmiało to jakby jakaś osoba stała na zewnątrz i chciała coś ode mnie. Podeszłam więc do drzwi balkonowych i jednak zza szyby niczego nie widziałam. Kiedy wyszłam na zewnątrz, widok Michała trzymającego gitarę oraz wielki bukiet kwiatów omal nie zwalił mnie z nóg.
- Cześć to ja. Mam  nadzieję, że nie przeszkadzam. Zanim cokolwiek zrobisz chciałbym, abyś coś usłyszała.
Uśmiechnął się nieco niepewnie, bojąc się mojej reakcji, wziął gitarę i zaczął grać. Już po pierwszych akordach poznałam, co zamierza mi zaśpiewać, więc tym bardziej się wzruszyłam.
(1:23)


Want to but I can't help it
I love the way you feel
just kinda stuck between my fantasy and what is real
I needed when I want it
I want it when I don't
tell myself I stop every day
knowing that I won't
I got a problem and I don't know what to do about it
Even If I did I don't know If I would quite but I doubt it …
I’m taking by the thought of this
And I know this much is true
baby you have become my addiction
I’m so strung out on you
I can barely move
but I like it
so that is all because of you
said it's all because of you
said it's all because
never get enough
she’s the sweetest drug
she’s the sweetest drug


Dźwięki gitary ucichły. Nie było ich słychać w powietrzu, ale wciąż słyszałam je w głowie. Nie wiedziałam co się dzieje.
„Czy ja tylko śnię czy to wszystko, czego przed chwilą byłam światkiem, jest prawdziwe? Przecież ja… on… To nie tak miało wyglądać. Przecież… co ja gadam! Przecież to spełnienie marzeń! Jednak do mnie przyszedł. Ale czemu? To wszystko co mu wygarnęłam… a on… czemu on przyszedł?! To ja wszystko popsułam.”
Patrząc na niego stojącego około 4 metry niżej, bałam się choćby poruszyć. Czułam, że każdy mój ruch może go spłoszyć niczym dziką zwierzynę, która nieraz sama podchodzi z ciekawości i tak jak nagle się zjawia tak szybko znika.

***Oczami Michała***

Po skończonej grze odłożyłem gitarę i spojrzałem niepewnie w górę. Cały czas tam stała.
„Nie jest źle. Żebym tylko powiedział to co przez tak długi czas układałem w głowie. Jednego jestem pewien: Gorzej nie będzie. Przynajmniej mam taką nadzieję.”
- Wiem, że nieco fałszuję, ale czułem, że muszę to zrobić. Po prostu nie mogłem tak po prostu odejść. Wiem, że masz raczej mieszane uczucia widząc moją osobę, ale zanim podejmiesz jakąkolwiek decyzję, chciałbym parę rzeczy naprostować. To co mi dzisiaj powiedziałaś… a raczej wykrzyczałaś prosto w twarz… nie wszystko było prawdą. Jednak należało mi się ja… Przepraszam cię, ale nie chce mi się wydzierać, bo to raczej delikatna sprawa. Byłbym bardzo wdzięczny gdybyś resztę wieczoru spędziła ze mną.- uśmiechnąłem się najmilej jak tylko potrafiłem i z niecierpliwością czekałem na jej reakcję. Milczała. Potem lekko drgnęła. Chyba chciała coś powiedzieć, ale się powstrzymała. Zrobiła szybki krok w tył i zniknęła w mieszkaniu.
„Czyli to koniec. Wszystko równie szybko się zaczęło jak i skończyło. Gdybym tylko wcześniej uwolnił się od mojej ex… Teraz już za późno. Nie ma odwrotu.”
Podniosłem gitarę i kwiaty, spojrzałem jeszcze raz w okno i podążyłem w stronę hotelu.

***Oczami Shaween***

- Zaczekaj!- krzyknęłam biegnąc zasapana w stronę odchodzącego Michała. On odwrócił się, jakby nie do końca wierząc, że zmierzam w jego kierunku.
- Czyli…
- No chyba nie myślałeś, że zrezygnuję z takich kwiatów.- rzekłam z wielkim uśmiechem na ustach.
- A no tak.- uśmiechnął się do mnie.- A już myślałem, że jednak zatrzymam je dla siebie. Są takie piękne i jak ładnie pachną!
- Czyli ich nie dostanę?- zapytałam i zrobiłam minę smutnego szczeniaczka.
- Jeszcze się zastanowię…- powiedział z bardzo poważną miną po czym obydwoje parsknęliśmy śmiechem.
- Więc…- po chwili ciszy uklęknął przede mną, co trochę mnie wystraszyło, a on rzekł do mnie wielce podnośnie.- Czy uczynisz mi ten zaszczyt i spędzisz ze mną resztę wieczoru?
- Oczywiście milordzie.- powiedziałam, ukłoniłam się elegancko oraz przyjęłam kwiaty od „milorda”. Kocham takie chwile kiedy rozmawiam z drugą osobą w taki „ciekawy” sposób. Wtedy cieszyłam się jeszcze bardziej, gdyż taka rozmowa z Michałem była dla mnie bardzo ważna. Nie dość, że utrzymała mnie w przekonaniu, że Michał jest świetnym chłopakiem, to jeszcze poczułam, że jest nadzieja na odbudowanie tego co perfidnie zburzyłam owego ranka.
- Tak, więc zapraszam szanowną damę na romantyczną przejażdżkę w kierunku pobliskiego zbiornika wodnego zwanego jeziorem.
- Ale że na pieszo?- powiedziałam nieco zawiedziona.
- Nie no bez przesady. Pojedziemy moją karocą.- powiedział robiąc uwodzicielski ruch brwiami. Rozbawiło mnie to, bo już sobie wyobrażałam karocę mojego milorda. „Pewnie jakiś rower z niewygodnym bagażnikiem”- pomyślałam ze sporym entuzjazmem, gdyż gdyby tak się okazało musiałabym jechać cała wtulona w jego ciało. Jednak pomyliłam się co do wyglądu karocy. Kiedy wyszliśmy na główną drogę zobaczyłam bryczkę zaprzęgniętą w dwa konie.
Na ten widok łzy pojawił się w moich oczach.
- Ale… ale…- zaczęłam się jąkać. Byłam bardzo wzruszona.
- Nie podoba się?- zapytał udając zmartwienie.
- Nie, ale… ale… przecież nie musiałeś…
- Musiałem, musiałem. A jeśli jednak nie musiałem to chciałem. To co? Wsiadamy?- powiedział stojąc koło schodków i wyciągając dłoń w moją stronę.
- A umiesz to prowadzić?- zapytałam nieco wystraszona wchodząc na górę.- Masz prawo jazdy na konia?
- Yyyy…- zdziwił się na moje pytanie, które zabrzmiało na prawdę trochę dziwnie.
- Znaczy… nie tak… bo… no wiesz…- próbowałam jakoś wybrnąć z tej dziwnej sytuacji, a Michał miał z tego niezły ubaw.
- Tak. Mam prawo jazdy na konia.- rzekł śmiejąc się pod nosem.
- Jezu ja to zawsze muszę coś palnąć głupiego.- zrobiłam się nieco czerwona i schowałam twarz w rękach. Wtedy on usiadł koło mnie i objął ramieniem.
- Każdy czasem zalicza jakąś wpadkę, ale to normalne. Niektóre są na większą skalę, a niektóre na mniejszą. Jednak one zawsze jakoś rozejdą się po kościach. Najgorsze w życiu człowieka są źle podjęte decyzje. Choćby nie wiadomo jak się starać, nigdy o nich nie zapomnimy. Będą się za nami ciągnąć już do końca życia.- westchnął.
- Czy ty masz coś konkretnego na myśli?- po jego słowach wyczułam, że chce mi się z czegoś wyspowiadać.
- Mam. Ale nie wiem, czy mam ci o tym teraz opowiadać, bo pewnie wolałabyś, aby ten wieczór minął raczej wesoło niż poważnie.
- Jak dla mnie najważniejsze jest to, abyśmy spędzili go razem. Bo widzisz… po tym co dzisiaj rano się stało… chciałam cię przeprosić…
- Ty?! Ale za co to wszystko moja wina.
- Ale to ja niepotrzebnie na ciebie naskoczyłam, a ty przecież nic takiego nie zrobiłeś…
- Przestań. Przecież wiem, że nie powinienem wchodzić ci do domu, a co dopiero do pokoju. Ale pomyślałem, że może frontowe drzwi są otwarte, a potem już byłem w twoim pokoju…
- No dobra, ale przecież niczego mi nie nawrzucałeś, a ja? Te wszystkie wyzwiska, obrazy… Jak tak na prawdę nie myślałam i nie myślę tylko…
- Proszę nie tłumacz się. Wiem, że miałaś podstawy, aby tak myśleć…
- Ale ja tak nie myślę.
- No może i nie, ale i tak muszę to wszystko naprostować. Tyle rzeczy, które o mnie wiesz… nie wszystko jest prawdą, a ja nie chcę mieć przed tobą żadnych tajemnic.- mówiąc to spojrzał mi bardzo głęboko w oczy.
- Piii piiiiiiiiip!- zatrąbił samochód, który właśnie nas mijał. Wewnątrz jego siedziało parę naprutych gości, a jeden z nich wystawił głowę przez szybę i wrzasnął: To droga, a nie parking, ćwoku! Zabieraj stąd tę kobyłę, bo ci stajnię podpalę!
Kiedy auto zniknęło za zakrętem spojrzeliśmy na siebie i obydwoje zrobiliśmy minę w stylu: „What the fuck was that?!” 
- Mam nadzieję, że twoja stajnia jest dobrze strzeżona.- powiedziałam i znowu po chwili skapnęłam się co powiedziałam, ale tym razem obydwoje zaczęliśmy się śmiać.
- Widzę, że dzisiaj masz dzień.- rzekł Michał ledwo łapiąc oddech.
- To nie moja wina, że masz takie skojarzenia, a nie inne.
- Ale to wszystko przez naszą ukochaną klasę. Chyba nie muszę się wdawać w szczegóły.
Rzeczywiście nie musiał. Nasza szkoła już od wiek wieków słynęła z najbardziej zboczonych nauczycieli w województwie. I do tego większość chłopaków z naszej klasy było znanych z różnych „zaliczanek dla zakładu”.
- To co? Ruszamy?- zapytał.
- Ty na prawdę umiesz prowadzić bryczkę?- byłam nieco wystraszona, bo prowadzenie bryczki nie kojarzyło z wielce prostym zajęciem.
- No pewnie. To nie jest aż takie trudne. Wystarczy znać parę prostych komend i dobrze trzymać lejce i to właściwie wszystko. Chcesz spróbować?
- Dla naszego wspólnego bezpieczeństwa lepiej nie.
- No dobra. Tak więc wio!- strzelił lejcami i ruszyliśmy w stronę słońca, które, choć górowało jeszcze nad drzewami, chyliło się ku ziemi.
- A skąd w ogóle masz ten zaprzęg?- zapytałam w pewnym momencie.- Nie kojarzy mi się, aby gdzieś w okolicy ktoś miał stadninę.
- Bo chyba nie ma. Konie jak i bryczkę pożyczyłem od wujka. Kiedyś miał on więcej koni, bryczek i innych takich, ale po pewnym czasie zaczęło mu brakować pieniędzy, więc musiał większość sprzedać. Nie mógł jednak rozstać się z tymi dwoma końmi.
- Parka. Ten brązowy to ogier. Nazywa się Donut, bo jak się urodził był strasznie ciężki i dość gruby, więc jakoś tak pasowało. A klacz nazywa się Breeze. To dlatego, że jest bardzo szybka. A raczej była. Kiedyś startowała w różnych wyścigach i bardzo często wygrywała. Ale później dopadła ją jakaś kontuzja, która zakończyła jej karierę.
- Widzę, że wiele o nich wiesz…
- O tak. Jak byłem mały to niemal mieszkałem w stajni wujka. A on razem ze mną. Do domu wracaliśmy dopiero pod wieczór i wyjadaliśmy wszystkie zapasy z lodówki.- uśmiechnął się i wyglądał jak mały chłopiec, z czasów, które w tamtym momencie wspominał.
- A teraz często bywasz u wujka?
- Niestety przez ostatni rok go zaniedbałem…- mówiąc to posmutniał.
- Niech zgadnę, to przez…
- Tak.- przerwał mi.- Proszę, nie wymawiaj przy mnie jej imienia.
- Spoko.- odparłam krótko. Czułam, że będzie on chciał rozwinąć temat i nie przeliczyłam się.
- Nie mogłem spędzać czasu z końmi, bo mówiła, że śmierdzę nimi. Nie mogłem również chodzić do kościoła, ponieważ twierdziła, ze chodzą tam tylko babcie. Nie pozwalała mi gadać z dziewczynami, nawet z kuzynkami lub innymi członkiniami rodziny. Ja natomiast pozwalałem jej na wszystko. Od wybierania składników kebabu do zrównania mojego życia z ziemią. Byłem zaślepiony. Pewnie myślisz, że miłością. Otóż odpowiedź brzmi nie. Uczucie, z którego tak długo nie mogłem się otrząsnąć to strach. Cały czas byłem zastraszany. A wszystko zaczęło się pewnego wieczoru, kiedy byłem na imprezie u Gucia…
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Taki tam rozdzialik. Nie wiem czy mi się podoba, ale mam nadzieję, że wam tak. Powiem też, że już pisze następny rozdział, ale nie wiem jeszcze w jakiej formie go wydam... Zapraszam do komentowania i głosowania w sondach :D

wtorek, 10 kwietnia 2012

Hello!

KTO CHCE NOWY ROZDZIAŁ? 
MOGĘ DODAĆ WCZEŚNIEJ KRÓTSZY 
LUB 
PÓŹNIEJ DŁUŻSZY?


your choice

:)

Tak więc zaczynam od przeprosin, bo wiem, że już dawno powinnam coś dodać, ale jeszcze nie jest za bardzo dopieszczony ten rozdział więc jeszcze chwilkę. A teraz chciałabym zachęcić do brania udziału w 2 nowych ankietach, które pojawiły się obok ooo tam ------------------------------------------------->

Na początek dodałam tam takie pierwsze lepsze gwiazdy i wgl żeby tylko coś było. Dobrze czytajcie pytania, bo jedna jest do tych, których chcecie, a druga co nie chcecie. Również uprzedzam, że:


1. Te osoby muszą być (no chyba, że ktoś mnie odpowiednio przekona ;D)


-Usher
-David Guetta
-Rihanna
O Justinie i jego ekipie chyba nie muszę pisać xD

2. Tych osób nie będzie:

-One Direction
-gwiazdki Disney'a 
-Cody Simpson

jakby mi jeszcze jakieś osoby wpadły do głowy to będę dopisywać je tutaj. 

i naprawdę proszę was o głosowanie w ankiecie i wgl abyście lubili tu wchodzić częściej i mieli co tu porabiać :D

sobota, 31 marca 2012

niedziela, 11 marca 2012

Info

Uwaga, uwaga... Zbliża się 
 WIELKI COME BACK !!!
Dobra nie będę pisać że wielki, bo jeszcze nie zaczęłam pisać xD A jeśli od następnego rozdziału będziecie spodziewać się nie wiadomo jakich kokosów i się przeliczycie to będzie niefajnie.Tak więc mała korekta: zbliża się
COME BACK
Who's excited? ;P



PS: Zagląda ktoś to jeszcze?

wtorek, 28 lutego 2012

Info

Chciałabym napisać tak z grubsza coś o najbliższym tygodniu i co nastąpi po nim. Tak więc skończyły mi się ferie :(( więc nie będę miała wiele czasu na pisanie. Tym bardziej, że mamy w domu remont mojego pokoju. Jednak wiąże się z tym dobra wiadomość. Kiedy mój nowy pokój zostanie wyremontowany będę miała więcej nocy na pisanie, bo już nie będę musiała martwić się młodszą siostrą i rodzicami, którzy nie specjalnie pozwalali mi siedzieć do późna na kompie. Teraz będzie inaczej ;D przynajmniej mam taką nadzieję... Tak więc może dodam jakiś króciutki rozdzialik w weekend, ale niczego nie obiecuję, bo jeszcze nie zaczęłam pisać :) Ale jak macie jakąś sprawę to możecie pisać w komentarzach :)

sobota, 25 lutego 2012

Rozdział 11: Po prostu tak czułem


***Oczami Kate***

Na początku szłam pewna siebie, ale im bliżej było drzwi, które wskazał recepcjonista, tym bardziej się bałam. Jednak byłam pewna, że muszę to zrobić. Zapukałam. Drzwi otworzyła jakaś kobieta. Spojrzała na mnie i zapytała podejrzliwie:
- A ty jak się nazywasz?
- Jestem Kasia. Chodzę z Michałem do klasy.
- A po co przyszłaś?
- Chciałam z nim porozmawiać.
- Jesteś jedną z przyjaciółek Honoraty?
- Nie. Ja…
- W takim razie możesz wejść.
- Dziękuję.
Gdy weszłam do pokoju od razu rzucił mi się w oczy ojciec Michała, który rozwalony na łóżku czytał gazetę. Nie byłoby w tym nic złego gdyby miał ubrane coś oprócz obcisłych bokserek.
- Chcesz soku albo wody?- zapytała matka.
- Nie dziękuję. Gdzie jest Michał?
- W pokoju.- odpowiedziała wskazując na pewne drzwi.- Może ty mi wytłumaczysz, co się z nim ostatnio dzieje? Raz jest cieszy się ze wszystkiego, jakby był zakochany, a już za chwilę jest zdołowany i brak w nim życia. Mieliśmy dzisiaj pojechać na spływ, ale „nie miał ochoty nigdzie wychodzić”. Wiesz co mu jest? Czy to chodzi o jego byłą dziewczynę Honoratę? Była tutaj dzisiaj i chyba się pokłócili. Czy ona mu coś powiedziała?
- Oj daj dziewczynie spokój.- do rozmowy włączył się jego tata.- Oni maja własne sprawy. Nie pamiętasz jak to z nami było jak byliśmy młodzi?
- Ale jako matka mam chyba prawo wiedzieć?
- Gówno prawda. Im rodzic wie mniej tym lepiej dla niego i dla dziecka.- powiedział do żony, a potem zwrócił się do mnie.- Jesteś przyjaciółką Patrycji?
- Tak.
- Tak myślałem. Już wszystko wiem. Możesz do niego iść.
- Dziękuję.- odpowiedziałam nieco zszokowana.
- Jak to wszystko wiesz? Ty też jesteś w to zamieszany? Dlaczego ja zawsze dowiaduję się ostatnia?- usłyszałam jak kobieta rzuca w swojego męża masą pytań, a on tylko jej odpowiedział: „Ach te baby.”
Wziąwszy głęboki wdech pociągnęłam klamkę.
- Można?- zapytałam.
On leżał na łóżku jakby nie przytomny. Kiedy zobaczył mnie w drzwiach zdziwił się nieco i zapytał:
- Dlaczego do mnie przyszłaś?
- Chciałam porozmawiać.
- A jest jeszcze o czym?
- Myślę, że jest.
Wtedy zrobił ruch ręką wskazując mi krzesło. Usiadłam na nim i próbowałam wymyśleć jakieś zdanie, którym mogłabym zacząć rozmowę.
- Wiesz już wszystko, nie?- zaczął rozmowę.
- Tak, a nawet więcej niż się spodziewasz.- kiedy to powiedziałam spojrzał na mnie pytająco, a w jego oczach dało się zauważyć nutkę strachu.- Kiedy kłóciłeś się z Horatką, dziś w południe przed hotelem, ja stałam na balkonie i coś tam słyszałam.
- A dokładniej, co usłyszałaś?- widocznie zainteresowało go to, co powiedziałam.
- Powiedziałeś do niej, że nigdy jej nie kochałeś i że to nie jej sprawa, w kim jesteś zakochany. Dobrze usłyszałam?
- No.
- W takim razie w kim jesteś zakochany? Jeśli mogę wiedzieć.
- Czemu się pytasz skoro wiesz?
- Bo jeszcze nie powiedziałeś tego dosłownie.
- Ale co to zmienia? Przecież ona nie chce mnie znać!- wrzasnął nagle, aż podskoczyłam na krześle. Wystraszyłam się i bałam cokolwiek powiedzieć. Jednak od razu się uspokoił więc zapytałam:
- Dlaczego tak myślisz?
- Przecież wykrzyczała mi to prosto w twarz.
- W takim razie pierwszą rzeczą, jaką musisz o niej wiedzieć jest fakt, że nigdy nie mówi dosłownie tego, czego chce.- kiedy spojrzał na mnie jak na wariatkę zaczęłam tłumaczyć mu, o co dokładnie chodzi.- Bo widzisz, dziewczyny tak mają, że jeśli poniosą je nerwy mówią rzeczy, których normalnie by nie powiedziały. Mówią coś, a myślą zupełnie co innego. Jeśli ona powiedziała, że nie chce cię już więcej widzieć to nie znaczy, że masz się z nią więcej nie widywać. Ona chce żebyś do niej przyszedł i …
- To nie jest takie proste jak ci się wydaje. Ona… ona…
- Co?- widziałam jak ciężko przechodzi mu jakieś zdanie przez gardło i nie mogłam się doczekać „Co ona”.
- Ona… nie wie, jaki naprawdę jestem.
- A dokładniej?
- Bo widzisz…- zaczął szybko, ale znowu się zaciął. Coraz bardziej przerażało mnie to co on chce powiedzieć.- Ona… Nie wiem jak ci to wytłumaczyć.
- Spokojnie. Jak pewnie zauważyłeś jestem dość inteligentna i powinnam cię zrozumieć, cokolwiek byś powiedział.
- Mam nadzieję, że nie zrozumiesz mnie źle. Bo chodzi o to, co ona o mnie powiedziała. To, co wykrzyczała mi prosto w twarz. Nie wiem czy ona tak myśli, ale wydaje mi się, że tak, bo… bo… po prostu tak czułem. Ale nie o to mi chodzi. Po prostu parę tych obelg… poczułem się dotknięty. Tym bardziej, że niektóre z nich nie były prawdziwe. Ona myśli, że jestem tylko facetem, który myśli o dupach i cyckach i niczym więcej, ale ja taki nie jestem. Fakt, że czasem lubię sobie popatrzeć, ale tylko popatrzeć. Fakt, że niektóre dziewczyny oceniam tylko po wyglądzie, ale nie ją. Ona nie jest taka jak inne dziewczyny. Ona jest inna. Lepsza. Jest taką wspaniałą osobą. Nie ma tylko pięknego ciała, ale przede wszystkim wnętrze. Jest zabawna, mądra, miła, odpowiedzialna, ale nie za bardzo. Nie jest nieśmiała, zawsze wszędzie jej pełno. Niby silna, niezależna, szalona, zawsze ma coś do powiedzenia, ale w głębi była też bardzo poukładana i dojrzała . Nie stroi się jak inne dziewczyny i dzięki temu jest piękna.- jego słowa i sposób, w jaki je wypowiadał, były pełne miłości. Kiedy ją opisywał uśmiech nie schodził mu z twarzy. Poczułam się zazdrosna, że on tak mówi o Patrycji, a nie o mnie. Otrząsłam się jednak bardzo szybko, bo zauważyłam jak w jego oczach zaczęły pojawiać się łzy. To dziwne uczucie, kiedy widzisz jak chłopak płacze. Nie wiedziałam, co mam zrobić. Przecież nie mogłam podejść i go przytulić, bo jak by to wyglądało.
- Wiem, że może to być dla ciebie trudne, po tym, co ci powiedziała…
- Ty nic nie rozumiesz!- wrzasnął na mnie i ze łzami wykrzyczał: Ja ją kocham!
Zatkało mnie. Chociaż dobrze wiedziałam, że on ją kocha, zatkało mnie. Nie codziennie siedemnastoletni chłopak mówi, że kogoś kocha i to z takim przejęciem. Nie każdy w jego wieku wie, co tak naprawdę znaczy miłość. Kiedy ja siedziałam zaszokowana, on mówił dalej.
- Kocham ją. Zawsze kochałem. Dlatego nie wyszło mi z Honoratą. Od kiedy tylko poznałem Patrycję zakochałem się, tylko nie chciałem się do tego przyznać. I jeszcze Horatka. Zaślepiła mnie. Wmawiała mi, że to ją właśnie kocham. Jak mogłem być tak głupi? A teraz już nie wiem czy kiedykolwiek będzie mi dane…
- Oczywiście, że będzie ci dane. Patrycja już nie jest zła, ani nic. Ciągle tylko powtarza, że to jej wina…
- Ale jak jej wina! To ja wszystko popsułem.
- Sam widzisz, że wiele musicie sobie wyjaśnić.
- Chciałbym. Mam jej wiele do powiedzenia. Chciałbym, żeby wiedziała o mnie wszystko. Nie tylko to, co wszyscy gadają, ale przede wszystkim całą prawdę.
- W takim razie nie trać czasu na rozmowę ze mną i biegnij do niej.
- Ale…
- Co?
- Ja… się boję.
- Czego masz się niby bać? Jeśli on cię kocha i ty go kochasz, to co może wam stać na przeszkodzie?- zacytowałam niedawno zasłyszane zdanie.
- A jak mam to rozegrać? Pójść do niej i co? A jeśli nie będzie chciała ze mną rozmawiać?
- O matko jaki ty głupi jesteś. Przecież cały czas ci próbuję przekazać, że jedyną rzeczą jakiej ona teraz pragnie jest spotkanie ciebie! A ty wciąż masz jakieś wątpliwości. Jeśli dzięki temu poczujesz się lepiej to może powinieneś kupić jakieś czekoladki albo…
- Jesteś genialna!- krzyknął i wybiegł z pokoju. Zdążył tylko na wyjściu dorzucić: - Dzięki za wszystko!
Tyle go widziałam. Wybiegł z mieszkania tak szybko, że jego matka nie zauważyła jego zniknięcia.
- I co? Lepiej już z nim? Pojedzie z nami na spływ?- kobieta znowu zadała mi masę pytań. Większość jej wypowiedzeń było pytaniami. Współczuję jej mężowi i synowi. Na szczęście starszy z nich po raz kolejny ruszył mi na ratunek.
- Nie widziałaś jak przed chwilą wybiegł z hotelu? Aż się za nim kurzyło.- rzekł do żony, a potem zapytał mnie- Wróciła mu nadzieja?
- Tak.
- Cieszę się bardzo. Teraz podjął lepszą decyzję niż poprzednio. Czuję, że się nie rozczaruje.
- Też tak myślę.
- To ja już o nic lepiej nie pytam.- powiedziała mama Michała i usiadła bezradnie na krzesło.
- Do widzenia.- powiedziałam i wyszłam.
Nie wiedziałam gdzie pobiegł Michał, ale nie mogłam się nad tym zastanawiać. Niedaleko hotelu stał mój chłopak. Przez tę całą akcję zapomniałam, że ja również posiadam kogoś, kto mnie kocha. Szczęśliwa podbiegłam do niego i rzuciłam mu się na szyję. On mnie przytulił i pocałował, tak jak nikt inny nie potrafi.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I jest kolejny rozdział. Znowu nie zawarłam tego co już dawno chcę napisać ale trudno :D Zapraszam do komentowania i przy okazji mam dla chętnych zagadkę
Co Michał wykombinował dla Patrycji? Co pobiegł załatwić?
Jak ktoś zgadnie wykombinuję jakąś nagrodę ;)

Zapowiedź

Tak więc sprężyłam się i już jutro dodam rozdział pod tytułem 


Po prostu tak czułem

Nie zawarłam w nim tego,  co myślałam, że napiszę, ale myślę, że i tak jest nieźle. Sądzę, że rzuca nieco więcej światła na postać Michała. Później jego postać rozświetli się jeszcze bardziej, ale to później. Tak jak pisałam rozdział ***Oczami Kate***. Następny będzie już normalny. 

piątek, 24 lutego 2012

Rozdział 10: Zawód- Przyjaciel

***Oczami Kate***


Spojrzałam na jej babcię. Ona również patrzała na mnie jakby pytając: „Co się jej stało?”
- Wezmę parę kanapek i pójdę z nią porozmawiać.- rzekłam.
- Tylko uważaj na te kanapki. Widzę tutaj parę o naprawdę ciekawych składnikach. Popatrz na przykład na tę. Jest tutaj szynka, pomidor, ogórek kiszony, musztarda i nutella.- Kiedy to powiedziała zebrało mi się na wymioty. Dokładnie wybrałam jadalne kanapki i zaniosłam je do Patrycji.
- Kanapeczki przyszły!- powiedziałam na wejściu. Nie zauważyłam jej w pokoju, więc podeszłam w stronę drzwi balkonowych. Na dworze zbierało się na burzę. Nad domem kłębiły się coraz gęstsze chmury. Nawet pogoda wyczuła jej samopoczucie i podporządkowała się jej. A ona? Siedziała na dworze w swojej pozie. Cała skulona. Na jednym krześle. To mogło znaczyć tylko jedno. Miłość. A raczej rozczarowanie miłością. Dokładniej jej brakiem.
„Ona jest taką świetną dziewczyną! Mało takich chodzi po świecie. Idealna w każdym calu. Brakuje jej tylko szczęścia w miłości. Brakuje w niej wbudowanego instynktu, który doprowadziłby ją do tego jedynego. Ja, dzięki Bogu, taki radar posiadam. Od kiedy zobaczyłam Kubę po raz pierwszy, wiedziałam, że jest mi przeznaczony. Czy Michał jest pisany Patrycji? Nie wiem. Ale wiem, że dopóki ona tak myśli, muszę zrobić wszystko by naprowadzić ich na wspólną ścieżkę miłości.”
- Mów, co się stało. Chyba po to dzwoniłaś, co nie?
- Co tu wiele opowiadać.- powiedziała po większej chwili.- Michał mnie pocałował, a ja wygarnęłam mu prosto w twarz rzeczy, których prawdopodobnie nie zrobił.
- Hohoho! Chyba jednak jest co opowiadać skoro się całowaliście.- Po tak krótkim streszczeniu sytuacji zupełnie nie wiedziałam jakie zdarzenie miało miejsce. Więc opowiedziała mi wszystko od początku.
Kiedy opowiadanie dobiegało końca, łzy, które cały czas towarzyszyły jej oczom, zaczęły spływać jej po polikach. Aż w końcu wytrysnęły z jej rogówek i zaczęły się lać się całymi strumieniami po twarzy. Podeszłam do niej i przytuliłam. Na początku tylko tyle potrafiłam zrobić. Gładziłam jej włosy myśląc co mam zrobić, a ona moczyła moją bluzkę. Poczułam coś mokrego na twarzy. Deszcz. Za chwilę mógł lunąć jak w tropikach- niespodziewanie i bardzo mocno.
- Chodźmy do pokoju, bo zaraz będzie padać.- Powiedziałam, a moja przyjaciółka tylko wstała i bez słowa poczłapała do domu. Rzuciłam jeszcze okiem w stronę hotelu. Grupka ludzi kręcących się przy głównym wejściu zwróciła moją szczególną uwagę. Przyjrzałam się dokładniej. Owa grupka składała się z Horatki i jej psiapsiółek oraz Michała. Ex para kleiła się do siebie jakby byli wysmarowani klejem. Jednak po chwili on odepchnął ją z całej siły i wrzasnął tak głośno, że dokładnie usłyszałam, co powiedział:
- Ale ja cię nigdy nie kochałem!
Później jakaś dziewczyna coś do niego powiedziała, a on znowu się wydarł:
- Nie twoja sprawa w kim jestem zakochany!
Już wtedy wiedziałam wszystko. Miałam również plan.
- Nie czujesz, że pada?- zapytała mnie Patrycja, która wcinając kanapkę oparta o futrynę patrzyła na mnie jak na wariatkę.
- Co?- Otrząsnęłam się z natłoku myśli i zrozumiałam jak bardzo przemoczył mnie deszcz.- Aaa!-Wrzasnęłam i wbiegłam pospiesznie pod dach.
- Haha.
- A ty co się tak cieszysz?- zdziwiło mnie zachowanie przyjaciółki, ale jednocześnie ucieszyło.
- Jedzenie pomaga na doła.- mówiła mając pełną buzię. Brzmiało to bardzo zabawnie.
- No a później będziesz gruba i brzydka jak ja.
- Weź się lecz. Gdzie ty gruba jesteś?- powiedziała a ja już nabierałam powietrze, żeby jej coś odpowiedzieć, jednak ona dodała: - Ale dobra, dobra nie ciągnijmy tego.
- Spoko.
- Ale wiesz? Nie tylko jedzenie poprawia mi samopoczucie. Dobrze też działa krzywda innych ludzi.- mówiąc to cały czas chichotała.
- O co ci chodzi?
- Patrz!- Powiedziała i wyciągnęła lusterko tak, żebym się przejrzała. Chyba nie muszę pisać, co w nim ujrzałam.
- Nie szczerz się tak tylko daj mi coś na przebranie.
- Dobrze mój ty mokry kurczaczku.- Cała zacieszona podeszła do szafy szukając mi jakichś ciuchów. Nie do końca rozumiałam jej szybką poprawę humoru. To było podejrzane.
„Chyba już się poddała. Ale teraz? Gdy jest najlepsza okazja do zrobienia najpoważniejszego kroku w jej życiu? Michał zerwał z Horatką, zaczął z nią rozmawiać i najważniejsze: pocałował ją! Nie. Ona się nie poddała. To nie w jej stylu. Pewnie obmyśla jakiś genialny plan. Na pewno ma świadomość tego, że nigdy nie była tak bliska celu.”
- Orientuj się!- usłyszałam i zanim dotarło do mnie znaczenie tych słów, na mojej głowie wylądowała bluzka mojej przyjaciółki.
- Dziękuję.
- Nie ma za co.
Kiedy otrzymałam świeżą parę spodni, poszłam do łazienki przebrać się. Ogarnęłam fryzurę i wróciłam do pokoju. Ona siedziała na fotelu i kończyła ostatnią przyniesioną przeze mnie kanapkę.
- Myślałam, że coś mi zostawisz. Też jestem głodna.
- Ale ja mam większe powody. Właśnie spieprzyłam sobie humor na całe wakacje, może na całe życie.
- Bosz! Ale przesadzasz!
- Może, ale muszę zajeść wielką dziurę, którą sama sobie wypaliłam w sercu.
- Nie da się zajeść dziury w sercu, gdyż nie jest ono połączone z układem pokarmowym. A z resztę serce nie odpowiada za nasze uczucia. Ono tylko wyczuwa impulsy przesyłane przez mózg i jeśli dostanie odpowiedni impuls, serce zaczyna szybciej pracować i …- widząc minę Patrycji mówiącą „Bitch, please skończ już swoją kujońską gatkę” postanowiłam się zamknąć.
- Czyli co według ciebie mam zrobić? Hmm… Skoro za wszystko odpowiada mózg to może powinnam sobie przyłożyć patelnią?
- Skoro to by ci miało pomóc to z chęcią bym ci walnęła.
- Już od razu byś się wyżywała na bezbronnym.- mówiąc to zrobiła się zupełnie poważna i smutna.
- Co zamierzasz dalej robić?- również zapytałam poważnie.
- Nic.- dopiero po dłuższej chwili otrzymałam odpowiedź.
- A tak dokładniej?
- Na pewno już więcej nie odważę się rozmawiać z Michałem. Spróbuję się odkochać. Mam nadzieję, że Justin da sobie ustrzelić jakąś fotkę, żebym mogła się nim popodniecać.
- Ale co z Michałem? Przecież nie wszystko jest stracone.
- A ty niby skąd to wiesz? Rozmawiałaś z nim? Oby nie, bo bym cię za to zabiła.
- Ale to przecież on zachował się nieodpowiednio…
- Ale to ja stworzyłam sytuację, żeby tak się stało. Nie obwiniam go. On nic nie zrobił. Każdy na jego miejscu zachowałby się podobnie. Wszystko to moja wina…-widziałam, że w jej oczach gromadziła się kolejna porcja łez.
- Tylko znowu nie płacz…
- Mi to mówisz! Ostatnio płaczę codziennie!
- Wczoraj też? Dlaczego?
- A no tak. Nic nie wiesz. Lena nie kontaktowała się z tobą?
- Nie.
- Tak więc szykuj się na kolejną historię z cyklu „Dlaczego ja?”. Masz szczęście, że znasz główną bohaterkę tego serialu paranormalnego.
- Daj spokój. Mów.
Znowu siedziałam cicho przez dobre pół godziny i słuchałam jej opowieści. W sumie nie było to nic nowego, bo naprawdę często Sue i Shaween się kłóciły. Ale tamtego wieczora nie była to już tylko kłótnia. To był definitywny koniec ich przyjaźni.
Kiedy natomiast mówiła o Rafale i o tym, co między nimi zaszło zachowywała dziwny spokój. Jakby nic się nie stało. Nie chciałam drążyć tego tematu, żeby jeszcze bardziej się nie dołowała.
- Ale wiesz co? Ulżyło mi, że w końcu powiedziałyśmy sobie prawdę i już więcej nie będziemy denerwować siebie nawzajem.
- Jej też nie chcesz odzyskać?
- A po co? Do czego mi ona potrzebna? Uwolniłam się od niej i nie zamierzam wracać. To taki jakby rozwód. Już zawsze będę wolna. Czym ty się w ogóle martwisz? Przecież spokojnie dam sobie bez niej radę. Wszystko będzie bez niej lepsze.- patrzałam na nią ze zdziwieniem, bo nie mogłam uwierzyć, że cieszy się z zakończenia ich przyjaźni. Wyczuła to i powiedziała- Wiem, że brzmię teraz jak jakaś obłąkana osoba, której na nikim nie zależy, ale ja po prostu czuję teraz wolność. Nie wiem jak ci to wytłumaczyć, ale zerwanie przyjaźni z Leną było najlepszą rzeczą, jaka mi się ostatnio przydarzyła.
- A Alfi? Od niego też się chcesz uwolnić?
- Nie wiem. Zobaczymy jak to wszystko się potoczy.
Zapadła cisza. Każda z nas porządkowała myśli w swojej głowie. Myślałam nad tym, co przed chwilą usłyszałam.
„Jak ona może tak po prostu zerwać kontakt z Leną?! Przecież one znają się od dziecka. Wszystkie ich wspomnienia są wspólne. Fakt, że ostatnio Sue strasznie się zmieniła, ale to nie znaczy, że już trzeba „brać rozwód”. Chociaż z drugiej strony, Lena nie wiele robiła, żeby ich przyjaźń trwała wiecznie. To zawsze Shaween pomagała Sue w potrzebie, robiła wszystko, co Lena chciała. Może to jednak dobrze, że już się nie będą ze sobą zadawać? To jeszcze potrafię zrozumieć, ale jak ona mogła zrezygnować z Michała!?”
- Zdaje mi się, że ty też miałaś do mnie jakąś sprawę.- przyjaciółka wyrwała mnie z zadumy.
- A no tak! Prawie bym zapomniała.
- Opowiadaj!
- No bo widzisz… Hmm… Nie wiem od czego zacząć.
- To ja zacznę za ciebie. Za górami, za lasami żyła sobie pewna piękna księżniczka, która niedawno sparowała się ze swoim księciem. Pewnego dnia… Teraz ty.
- Hahaha. Świetny początek. Tak więc pewnego dnia Książe złożył księżniczce pewną propozycję…
- Nie gadaj!- przerwała mi i z wytrzeszczonymi oczami patrzała na mnie czekając na potwierdzenie jej domyśleń.
- O matko! Ty tylko o jednym.
- Czyli on nie chciał… cię…
- Nie! Proszę cię uspokój się.
- W takim razie, co ci zaproponował?
- No bo on jest dosyć dziany, nie?
- No.
- I on zaproponował mi wyjazd na całe wakacje razem z jego rodzicami do ich domku nad morzem.
- Wow! Ale masz fajnie!
- Czyli uważasz, że powinnam jechać?
- To ty się jeszcze zastanawiasz?!
- No tak no bo wiesz… Chodzimy ze sobą od niespełna 48 godzin, a on zaprasza mnie na całe wakacje!? I to z rodzicami!?
- Ja wiem, że byś wolała bez rodziców, żeby…
- Ale bez żartów. Nie wydaje ci się to podejrzane? A jeśli oni mi tam coś zrobią?
- No może… To powiedz mu, że chcesz jechać z rodzicami też.
- Właśnie mi tak zaproponował…
- A ty dalej się zastanawiasz!?
- No bo to nie jest takie hop siup. Na początku myślałam, że żartuje, ale później rozmawiałam z jego rodzicami i to wszystko jest tak na poważnie. A ja nie wiem, co z nami będzie…
- Kiedy znajdziemy się na zakręcie. Srutu tutu. Jeśli on cię kocha i ty go kochasz, to co może wam stać na przeszkodzie?
- No, ale wiesz. My nie mamy zbyt wielu pieniędzy na wyjazd. Co prawda, jego rodzice zapewnili mnie, że za wszystko zapłacą, ale ja nie chcę ich wykorzystywać. A moja mama na pewno na to nie pójdzie…
- No właśnie, a co na to rodzice? Znając ciebie jeszcze im nie powiedziałaś.
- Najpierw chciałam się ciebie poradzić.
- To ja ci radzę, żebyś jechała. Nie musisz się niczego bać jadąc z rodzicami lub bez.
- Mówisz?
- No pewnie! Na pewno nic ci jego rodzice nie zrobią, wy spędzicie ze sobą wspaniałe chwile.
- Ale jak namówić moich rodziców?
- Jest jedna siła, która zawsze działa na rodziców. To inni rodzice. Niech sobie porozmawiają i na pewno stworzą wygodny dla każdego kompromis.
- Może masz rację…
- No pewnie, że mam! A kiedy byście mieli wyjeżdżać?
- Za dwa dni.
- Tak szybko? Będę strasznie tęsknić.
- Jeszcze nie wiem czy pojadę…
- Kaśka!
- No mnie już przekonałaś, ale rodzice? Mogą się nie zgodzić jak się dowiedzą, że to już za parę dni.
- To biegnij z nimi porozmawiać.
- A dasz sobie radę beze mnie?
- A czy ty dasz sobie radę beze mnie?
- Będzie ciężko, ale się postaram.
- W takim razie ja też.
Mocno się przytuliłyśmy, jakbyśmy miały się więcej nie zobaczyć i wyszłam z jej pokoju. Nie byłam pewna jak sobie poradzi sama. Beze mnie, bez Leny, bez Darka. Byłam prawie pewna, że będzie z nią źle. Postanowiłam wtedy wcielić swój plan w życie i zrobić coś dobrego dla Shaween, bo przecież od czego się ma przyjaciół?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
A więc oto jest nowy rozdział. Powinniście być ze mnie dumni, że już dodałam następny xD Wiem, że może nie jest najlepszy, ale po tych takich gorszych zawsze przychodzi czas na lepsze ;D Tak więc jakbyście mogli odpowiadać na pytanie zawarte w poprzedniej zapowiedzi to byłabym wdzięczna :)

czwartek, 23 lutego 2012

Zapowiedź

Już jutro zostanie dodany nowy rozdział pod tytułem


Zawód- Przyjaciel

Rozdział w całości napisany oczami Kate. Następny również nie będzie normalnie (Oczami Patrycji). Zastanawiam się czy napisać go oczami Kate lub oczami Michała. Bardziej mi pasuje z punktu widzenia Kate, ale to byłby kolejny rozdział pisany przez nią, a myślałam, że zmieszczę się w jednym :( xD Jak macie jakieś propozycje to piszcie w komentarzach(jeśli jakieś problemy- dajcie znak w sondzie). Propozycje do narratora rozdziału 11 najlepiej napiszcie pod rozdziałem 10, który ukarze się jutro :) 
Pozdrawiam ;D

sobota, 18 lutego 2012

Rozdział 9: Erotoman

Całą drogę milczałam. Nie tylko nie odzywałam się, ale również starałam się nie oddychać za głośno. Mierzyłam każdy kawałek jego ciała centymetr po centymetrze i każdy z tych kawałków wydawał się idealny. Zauważyłam, że ma dość sporo pieprzyków. Tylko na małym kawałku, znajdującym się mniej więcej w okolicach jego mostka, znalazłam ich pięć. Wiem, że to może dziwne, ale dokładnie pamiętam położenie każdego z nich. Nawet nie wiem czemu, przecież miałam mało czasu żeby się przyjrzeć. Do domu było niedaleko, a Michał szedł bardzo szybko, a nawet zdawało mi się, że biegnie. Miałam ochotę mu powiedzieć: „Co ty tak kurwa popierdalasz, koleś?” Na szczęście się powstrzymałam, chociaż z całej siły chciałam aby trzymał mnie w swoich ramionach całe wieki. Czułam się niemal tak jak na ślubie. „Mężczyzna moich marzeń przeniesie mnie za moment w swoich ramionach przez próg.”- myślałam. Ah, Jak głupie pomysły przechodzą przez głowę kobiety kiedy myśli o facecie swoich marzeń.

Michał wszedł po schodach na werandę i zatrzymał się. Ja zostałam wyrwana z moich rozmyślań i spojrzałam na niego wzrokiem pytającym: „Na co czekasz?”, a on zapytał:
- Otwarte?
- Raczej tak.
- Sama wejdziesz czy mam cię przenosić przez próg?
- Sam chciałeś mnie nieść, więc…
- Ale tobie na początku nie podobał ten pomysł.- uniósł uwodzicielsko brew i czekał na moją reakcję.
- A myślisz, że teraz mi się podoba?- również uniosłam brew. „Przecież on ze mną flirtuje. Czy mi się tylko wydaje? Może mam omamy od leżenia na pełnym słońcu? Nie no. On chyba jednak ze mną flirtuje.”
- Nie wiem, ty mi powiedz.- Cały czas przyglądał mi się uważnie. „Co mam zrobić? Jak pociągnę tę gadkę to może się wystraszyć, a jeśli przerwę rozmowę może pomyśleć, że nie interesuje mnie on w TYM sensie.”
- Ale co mam ci powiedzieć? Mam udać, że mi się nie podoba? Każdemu się podoba noszenie. Nie trzeba się męczyć i w ogóle.
- Tak? To może powinienem kupić takie siodełko specjalne dla małych dzieci, powieszę je sobie na plecach i będę cię nosić, żebyś nie musiała chodzić, co?
- Chciałbyś mnie nosić tak  cały czas?- tym razem ja spróbowałam go podejść. Byłam bardzo ciekawa odpowiedzi. Myślałam, że się zmiesza albo zacznie jakiś inny temat lub zamieni to w żart, ale on odpowiedział zupełnie poważnie.
- Pewnie, że tak.- rzekł i z wbitym we mnie wzrokiem zaczął przybliżać się do mojej twarzy. Wzięłam wdech i modliłam się o to, by tym razem nikt nam nie przeszkodził. Wyglądało na to, że w końcu się to stanie. Czy mogłabym wyobrazić lepszą scenerię do tego momentu? Chyba nie. Wokół nas promienie słońca, pełne kwiatów podwórko. On- bez koszulki, ja- w jego ramionach. Nikt nie był w stanie przeszkodzić nam w tej chwili, gdyż nikogo nie było w pobliżu. Babcia- porządkuje papiery, Lena- no raczej nie przyjdzie mnie przepraszać, Darek- tak samo, Kaśka- pierwszy tydzień w związku, czyli raczej nie prędko mnie odwiedzi. Na szczęście nauczyłam się, że nigdy nie można być czegoś pewnym na sto procent.
Kiedy odległość pomiędzy naszymi ustami wynosiła parę centymetrów, Michał powiedział:
- Otworzysz wreszcie te drzwi?- zapytał i wypuścił mnie z rąk.
Prawie upadłam na ziemię, ale na szczęście złapałam równowagę. Otworzyłam z oburzenia buzię, potem zmrużyłam oczy na znak złości. On miał na twarzy taki uśmiech, że nie myślałam o niczym innym tylko o tam jak się na nim odegrać. Na szczęście w byciu wrednym nie mam sobie równych. Gdy tylko ktoś zrobi coś co mi nie będzie pasować, zamieniam się w bestię. Oczywiście ta osoba musi spełnić jeszcze jeden warunek. Musi być tego warta. Bo jeśli ktoś jest głupi jak kilo gwoździ to nie będę przecież się męczyć aby mu oddać. Życie wystarczająco da takiemu komuś w kość, trzeba tylko poczekać. Czy Michał zasługiwał na karę? Wtedy myślałam, że tak, ale to były raczej końskie zaloty niż jakaś złość. Tak czy inaczej postanowiłam spłatać mu psikusa. Podeszłam do drzwi i szybkim ruchem otworzyłam je i zamknęłam tuż przed jego nosem. Tym razem to on otworzył buzię ze zdziwienia, a ja się szczerzyłam.
- A to za co?- zapytał.
- A za darmo. Muszę mieć czas się ogarnąć, bo wcześniej nie miałam czasu i wyglądam jak…- mówiłam to patrząc na moje włosy, które były pełne różnych śmieci z betonu, na którym leżałam.
- Ja pierdole.- usłyszałam zza szyby.
- Co?
- Czy wszystkie dziewczyny muszą się tak przejmować wyglądem?
- Gdy dziewczyna nie przejmuje się wyglądem to żaden facet nawet na nią nie spojrzy.
- A więc ty chcesz żeby jakiś chłopak na ciebie patrzył, tak?- znowu zaczął unosić brwi w charakterystyczny sposób.- Ale obecnie nie ma tutaj żadnego chłopaka.- zaczął udawać debila i obrócił się w każdą stronę, aby sprawdzić czy aby na pewno nikogo nie ma w pobliżu.- Ale zaraz, zaraz. Przecież ja jestem facetem.- nie wiem, co on chciał swoim zachowaniem osiągnąć, ale skutek był taki, że przewróciłam oczami, obróciłam się na pięcie i zaczęłam iść  w stronę schodów. Po prostu go olałam.- Ej, ej czekaj!- widząc moją reakcję zaczął drzeć się zza drzwi.- No weź! Wpuść mnie!
- Poczekaj około piętnastu minut i cię wpuszczę.- rzuciłam nawet się nie odwracając i poszłam do pokoju.
Szybko sprzątnęłam brudne ubrania i inne rzeczy, które miałam wczoraj nad jeziorem. Ogarnęłam z grubsza włosy i zawiązałam je w kitkę. Potem pościeliłam łóżko, zebrałam walające się po biurku papierki i wskoczyłam do szafy w poszukiwaniu jakichś fajnych ciuchów. Niestety mam takiego pecha, że zawsze jak mam coś zrobić szybko to wychodzi mi to dłużej niż bym miała to zrobić mając więcej czasu.
„To zbyt poważne, to zbyt na luzie, a to ma stanowczo za duży dekolt, bo przecież nie będę mu świecić biustem, bo uzna mnie za jakąś niewyżytą.”
W końcu postanowiłam postawić na tradycję. Wybrałam bluzkę na ramiączkach i krótkie, jeans’owe spodenki- swój ulubiony komplet. Zaczęłam skakać ściągając spodenki, które miałam wcześniej na sobie, i jednocześnie próbowałam ubrać koszulkę. To musiało skończyć się źle. Kiedy już myślałam, że koszulka dobrze leży na moim ciele, skapłam się, że ubrałam ją tył na przód. Spróbowałam ją przekręcić na dobrą stronę i wtedy zaliczyłam porządną glebę. Turlałam się po ziemi zaplątana we własne ciuchy. Podczołgałam się do łóżka i dzięki niemu jakoś wstałam. Zaczęłam ściągać spodnie, ale tym razem powoli i ostrożnie. Niestety łóżko okazało się podwójnym agentem. Na początku pomogło mi w potrzebie, a później podłożyło mi nogę żebym się wyjebała. Dosłownie. Kiedy po raz drugi leżałam na podłodze z zamiarem porwania moich ciuchów na strzępy, usłyszałam stłumione parsknięcie śmiechem. Śmiertelnie przerażona spojrzałam w stronę drzwi i zauważyłam tam Michała, który zwijał się ze śmiechu.
- WYJDŹ!- wrzasnęłam tak głośno jakby stał co najmniej kilometr ode mnie.
On zrobił wystraszono-zawstydzoną minę i wybiegł z pokoju zatrzaskując za sobą drzwi. Ja siedziałam na ziemi myśląc o tym co przed chwilą zaszło.
„Świetnie. Michał widział mnie jak tarzam się po podłodze zaplątana we własne ubranie. Na pewno wziął mnie za wariatkę. I co teraz ? Mam wyjść do niego i zacząć z nim normalnie gadać? Albo strzelić buraka i utworzyć bardzo niezręczną sytuację? Ale w zasadzie to nie jest moja wina. To on wlazł do mojego domu, do mojego pokoju, nieproszony. Jak on w ogóle wszedł do mieszkania? O nie! Ten gościu zasługuje na porządne przetrzepanie swojego przerośniętego ego. Nikt nie będzie bezpańsko chodził po mojej chacie. Nawet on. Chłopak, który nie raz chodził po moim domu nago, ale tylko w moich snach.”
Wola zemsty spowodowała, że ubrania wreszcie zaczęły mnie słuchać i bez problemu weszły na moje gorące od nerwów ciało. Wyparowałam z pokoju jak koń wyścigowy z boksu i pogalopowałam na dół do salonu, bo właśnie tam miałam nadzieję go zastać. Nie pomyliłam się. Siedział na kanapie ze spuszczoną głową i gdy tylko usłyszał, że idę w jego kierunku podniósł się i nabrał powietrza w płuca, aby mi coś powiedzieć. Jednak nie pozwoliłam mu.
- Co ty sobie wyobrażasz!? Chodzić po moim domu jak po swoim!? Przecież grzecznie kazałam ci chwilę poczekać przed drzwiami ale ty mnie oczywiście olałeś! A wchodząc do mojego pokoju mogłeś chociaż zapukać! Przecież wiedziałeś, że się przebieram!? Nie potrafisz wykonać prostego polecenia!? Jesteś jakiś popierdolony czy tylko rżniesz głupa, co kurwa?!- rzuciłam w niego niezłą wiązanką. On widocznie się zdziwił, że jego wybryk aż tak mnie zdenerwował. Stał chwilę w osłupieniu i obserwował jak się pluję w jego stronę. Kiedy podeszłam do niego nieco bliżej, aby strzelić mu z liścia w twarz, chwycił mnie mocno za ramiona, przyciągnął do siebie i wbił swoje soczyste usta prosto w moje wargi. Poczułam dreszcz przechodzący przez całe ciało. Ciepło, które dostarczał mi przez swoje usta można by porównać z gorącem słońca. To było niesamowite. Negatywne emocje powoli zaczęły ze mnie schodzić. Jednak złość, która rozpaliła moje ciało, była gorętsza nawet od ust Michała. On powoli oderwał się ode mnie i powiedział:
- Przepraszam.
- Ha! Ciekawe za co!-odsunęłam się od niego jak od ognia. On znowu patrzał na mnie ze zdziwieniem, a ja, jakby jeszcze bardziej zdenerwowana jego zachowaniem, wydzierałam się jeszcze głośniej.-  Za to, że podglądałeś mnie, kiedy byłam niemal naga czy za to, że teraz się na mnie rzuciłeś?!? Nie wiedziałam, że z ciebie taki erotoman!
- Myślałem…
- Myślałeś?! Ha! Ciekawe o czym! W ogóle od kiedy ty jesteś od myślenia?! Seksowny,młody Bóg, za którym oglądają się wszystkie laski nie musi przecież myśleć! Każda jest gotowa nawet na sutach stanąć tylko po to by zrobić ci przyjemność! Wyjdź tylko na ulicę i zaraz przyleci stadko napalonych dziewic i każdą z nich możesz sobie wyruchać! Mnie tak nie wykorzystasz! Jestem inna od wszystkich!
- Ale…
- Ale co? Pierwszy raz ktoś ci wygarnął prawdę prosto w twarz?! Nie dziwię się, skoro nawet kumple liżą ci dupę, tylko po to by mieć dostęp do świeżego towaru. Tacy są właśnie faceci! Wszystko co wam do szczęścia potrzebne to dupa i cycki! Na nic więcej nie zwracacie uwagi! Nie liczy się dla was wnętrze! Patrzycie tylko na to w ile warstw plastiku zapakowana jest potencjalna dupodawczyni. Ty oczywiście jako król szkoły wziąłeś tą zapakowaną w największą ilość powłok. Ale widzę jak się okazało w tym kokonie nie siedzi piękny motyl, tylko poczwara. Dlaczego wy w ogóle zerwaliście? Czyżby dupa jej się rozlazła od ciągłego wkładania i wyciągania? A z resztą gówno mnie to obchodzi. Myślałam, że jesteś inny, że masz w sobie coś z romantyka, że nie jesteś tylko skurwielem, który podle wykorzystuje naiwne dziewczyny do swoich niecnych planów. Grubo się myliłam. Ty również patrzysz tylko na obudowę. Gdybyś tylko miał okazję od razu byś się na mnie rzucił i ostro się ze mną pieprzył albo jak to się ładnie mówi „uprawiał miłość”. Ha! Ty chłopczyku nawet nie wiesz co to miłość! Miłość to nie tylko sex. Miłość to widzenie w drugiej osobie wszystkich czynników potrzebnych do życia. Miłość to robienie dla drugiej osoby wszystkiego czego ona zapragnie. Miłość na przykład to kupowanie kwiatów lub prezentów, to granie ballad miłosnych na gitarze pod oknem ukochanej, to organizowanie romantycznych wypadów na plażę, aby podziwiać zachód słońca. I wiele innych. Ale tego nie powinno się robić tylko na urodziny, Walentynki czy jakieś rocznice. Trzeba to robić w każdy dzień, aby osoba obdarzana uczuciem nigdy nie zapomniała co to znaczy kocham cię. Ale po co ja ci to wszystko mówię? Przecież jesteś tylko facetem i nigdy tego nie zrozumiesz.- skończyłam mój monolog ze łzami w oczach. Rzuciłam tylko „Nie chcę cię więcej widzieć! Wypierdalaj!” do zamurowanego Michała i pobiegłam do pokoju.
Płakałam. Później ryczałam. A potem dla odmiany znowu płakałam. A mogło być tak pięknie.
„Przecież on mnie pocałował! Coś do mnie czuje! A ja? Wszystko popsułam. To normalne u mnie. Najpierw coś spieprzę a potem płaczę. Potrzebuję kogoś kto mnie przytuli.”
Postanowiłam spróbować szczęścia i zadzwoniłam do Kasi. Na szczęście z Kubą była umówiona dopiero na wieczór i ona też chciała ze mną porozmawiać. Umówiłyśmy się więc na czternastą. Po rozmowie spojrzałam na zegarek. Była za piętnaście druga, a ja jeszcze nic nie jadłam. Podreptałam do kuchni i zaczęłam robić kanapki. W głowie kłębiły mi się wspomnienia tego co dzisiaj odwaliłam. Pogrążona w myślach zrobiłam machinalnie całą stertę kanapek. Ocknęłam się dopiero wtedy gdy Kate i babcia weszły do kuchni i zdziwione patrzały na całe szeregi kanapek z serem, szynką, nutellą i ogólnie wszystkim co było w lodówce.
- Ktoś jeszcze ma przyjść?- zapytała Kasia.
- Oj, chyba dzisiaj nie muszę się martwić o obiad.- dodała babcia.
- Ja… ja tak tylko…- również rzuciłam okiem na kanapki i znowu łzy zaczęły napływać do oczu.- Przepraszam.- załkałam i pobiegłam do pokoju.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dodaję rozdział, chociaż nie zasłużyliście :P Jednak jestem podniecona tym rozdziałem, bo już myślałam, że moje rozdziały stają się coraz to gorsze, ale ten chyba wyszedł nie najgorzej :D Jeden z akapitów dedykuję mojej przyjaciółce. Jeżeli na serio to czytasz to będziesz wiedziała, o który akapit chodzi ;P
Mam ferie, więc może już niedługo pojawi się nowy rozdział. Pomyślałam, że może napisałabym go w całości ***Oczami Kate***. Co wy na to?